TRENING JAKIEGO JESZCZE NIE DOŚWIADCZYŁEM

Dzisiaj, jak już od kilku dni, zaplanowałem trening rowerowy na dystansie około 50 km. 

Jako, że prognozy mówiły, iż w Krośnie zacznie padać od godz. 16. 00, śmiało i pewny siebie wyruszyłem o 12.30 w kierunku Lotniska, Głowienki, Niżniej Łąki i Dukli.

Zjeżdżając z górki do Równego widziałem ośnieżone wzgórza Beskidu Niskiego podświetlone słońcem na pograniczu Polski i Słowacji. Jadąc dalej pod silny wiatr do Dukli spojrzałem na te zbocza i widać było ogromną zmianę, chwilę potem zaczęła padać drobniutka kaszka więc dojechałem do drogi głównej w Dukli nawróciłem i dawaj w drogę powrotną.

Dopóki asfalt nie był mokry było wszystko ok, jak zrobiło się mokro od razu był lód na jezdni. Jazda stała się koszmarem tym bardziej na rowerze w śród pędzących aut i nagłej szarości (0 14.00 był zmrok). Na szczęście miałem oświetlenie i dało radę bezpiecznie dojechać do Krosna.

Już na miejscu jak zsiadłem z roweru chciałem go przestawić przez próg, by nie zawadzić gdzieś o ścianę czy drzwi, poczułem, że rower jest jakby nie mój. Był bardzo ciężki i w tym momencie patrzę i oczom nie wierzę cały rower jest pokryty szklaną politurą, linki  były grubości drutu 8. Lodu nie było tylko na oponach. Jak się okazało za chwilę, był również na kasku, kurtce, okularach i wszędzie gdzie tylko mógł się utrzymać..

Nie było mi zabawnie jechać w tych warunkach. Kierowcy zachowywali się wzorowo.

Mój szacunek dla Was. DZIĘKUJĘ za uwagę na rowerzystów!

Stefan Wójcik

Ten wpis został opublikowany w kategorii KTC. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz